Fotografia

Nie daj wspomnieniom zniknąć x Saal Digital

saal digital

Zdjęcia. Lubicie je robić, prawda? Fajnie jest podzielić się ze znajomymi relacją z miejsca, z którego akurat wróciliśmy. Albo z ważnego wydarzenia. Dziwnym trafem jednak ci ludzie, którzy zdjęć robić nie umieją, dzielą się nimi nad wyraz chętnie, a tych znajomych, o których wiem, że zdjęcia robią fantastyczne – nie mogę się o nie doprosić. A, no i zgadnijcie, do której grupy ja należę?

Zawsze popełniałam podstawowy błąd – wracałam z wyjazdu i moja aktywność względem zrobionych zdjęć sprowadzała się do zgrania ich na dysk. Nawet ich nie przeglądałam. Nie jestem osobą, która wieczorami otwiera foldery na laptopie i nostalgicznie wspomina (nierzadko piękne) chwile. To, co trafia na mój komputer, do tej pory trafiało w czarną otchłań dysku, czekając, aż może kiedyś sobie o nim przypomnę. Założenie bloga było dla mnie zbawieniem. Od tej pory znacznie więcej uwagi przykładałam do tego, co zgrywam na komputer i co oraz ile mogę ze zdjęć wyciągnąć. Wciąż jednak ginęły one – już nie na dysku komputera, a w archiwum bloga. Jeśli myślicie, że otwieram sobie niektóre najstarsze posty, żeby rzewnie powspominać wyjazdy, to wierzcie mi – zrobiłabym to wyłącznie po to, żeby się potorturować swoimi wypocinami.

Dopiero moment, gdy otrzymałam plik zdjęć ze ślubu (które na komputerze przejrzałam jeden jedyny raz – po to, żeby wybrać z nich coś  do wydruku), uświadomił mi, że jeśli zdjęć nie będę miała w formie drukowanej, to nigdy do nich nie wrócę. I nagle zapragnęłam zrobić fotoksiążkę z podróży poślubnej! Tu i teraz! Tylko gdzie ja znajdę jakąś firmę, skoro nigdy tego nie robiłam? I jak się taką książkę w ogóle robi?

I tu spadła mi z nieba firma Saal Digital, która ofertą promocyjną swoich fotoksiażek przekonała mnie do skorzystania ze swojej oferty.

Czytaj dalej…

Fotografia, Polecane

Fotografia mobilna, czy już fotografia cyfrowa?

fotografia mobilna

Byłam kiedyś na jakimś festiwalu i natknęłam się na grupę fotografów, robiących zdjęcia występów na scenie. Stali tak naszpikowani lustrzankami, wyginając je na wszystkie strony, manewrując zoomami teleobiektywów i przybierając najróżniejsze pozy. A wszystko po to, by uchwycić artystów pod jak najlepszym kątem. Obok nich stał chłopak z telefonem komórkowym w ręku i z miną skupioną, tak jak oni, uwieczniał to, co widział przed sobą. Fotografowie oglądali się na niego z dezaprobatą i uśmiechali półgębkiem, jakby nie dowierzając, że chłopak miał taki tupet, by stanąć w jednym rzędzie z nimi.

Widziałam potem zdjęcia ich wszystkich. Chłopak zrobił jedne z najlepszych.

Często przeglądając instagramowe profile blogerek lifestyle’owych i podróżniczych łapię się na tym, że ciężko mi odróżnić, które ze zdjęć wrzucanych przez ich autorki zrobione są aparatem mobilnym, a które cyfrowym. Moje ostatnie osobiste doświadczenia sprawiły, że zaczęłam zastanawiać się nad różnicami pomiędzy fotografią mobilną i cyfrową oraz nad tym, jak cienka stała się już granica pomiędzy obiema kategoriami.

Czytaj dalej…

Fotografia, Polecane

Jak robić lepsze zdjęcia? 6 prostych kroków

jak robić lepsze zdjecia?

W dzisiejszych czasach fotografować może każdy. Producenci prześcigają się w dostarczaniu nam sprzętu o coraz lepszych parametrach, w coraz bardziej przystępnych cenach. Obecne telefony komórkowe są w stanie przeciętnej osobie zastąpić aparat fotograficzny i pozwolić na robienie zdjęć wysokiej jakości. Dzięki temu każdy może nazwać się fotografem, choć nie rzadko do fotografa dużo mu brakuje. No i dlaczego każdy twierdzi, że potrafi robić lepsze zdjęcia?

Zapowiedź najnowszej książki Kasi Tusk Make Photography Easier spotkała się z różnymi reakcjami. Spora część z nich była dość prześmiewcza. „Trzeba wybrać miejsce, pomyśleć nad ujęciem i nacisnąć spust migawki”. Przecież to takie oczywiste! Z moich obserwacji wynika jednak, że wcale takie nie jest…

Nierzadko spotykam się ze znajomymi, którzy wyciągają telefon i chwalą się dziesiątkami zdjęć swoich dzieci. Przeglądam uprzejmie i co widzę? Zdjęcia zrobione pod tragicznym kątem. Prześwietlone lub zaciemnione. Przypadkowe ujęcia, które nic nie mówią. A totalnym szczytem tej góry lodowej były zdjęcia słodkiej blondyneczki, konsumującej loda na tle… śmietnika, z którego wysypywały się odpady.

Serio? Naprawdę tak oczywiste jest stwierdzenie: zastanów się, co widzisz w kadrze zanim zrobisz zdjęcie?

Dużo osób pyta się mnie, co robię, że moje zdjęcia są takie „ładne” (cokolwiek by to znaczyło). Zdecydowałam się więc podzielić z Wami kilkoma radami, które sprawiły, że wreszcie przestałam wracać z wakacji z setką zdjęć nie nadających się do wykorzystania.

Chcesz robić lepsze zdjęcia? Klikaj poniżej!

Czytaj dalej…

Pamiętnik, Polecane

Kim jestem? Jubileuszowe 20 faktów o mnie

kilka faktów o mnie

Kochani! Dzisiejszy post będzie zawierał mniej zdjęć, a więcej tekstu, ale mam ku temu powody. Przedwczoraj na moim facebookowym fanpage’u padł mały rekord – jest Was już tam za mną ponad 500! I choć wiem, że w standardach blogerskich nie jest to liczba zwalająca z nóg, ale tak – mnie zwala.  Chciałabym, żebyście wiedzieli, jak wiele to dla mnie znaczy. Jesteście wspaniali! Fakt, że obdarzacie mnie zaufaniem i – mam nadzieję – pewną dozą sympatii oraz to, że jesteście ze mną i zdecydowaliście się śledzić moje blogowe poczynania są dla mnie niesamowicie ważne i dają mi motywację do dalszych działań.

Uznałam więc, że jestem wam winna to, by dać się poznać bliżej. (I może kiedyś uda mi się bliżej poznać Was.) Przygotowałam więc kilka faktów o mnie – niektóre są śmieszne, do niektórych ciężko mi się przyznać, ale wszystkie są 100% prawdziwe.

To co, zaczynamy?

Czytaj dalej…

Podróże

Ołomuniec – czeska perełka, którą trzeba zobaczyć

ołomuniec

Po tym, jak nieco rozczarowani czmychnęliśmy z Bratysławy, o czym możecie przeczytać tutaj, ruszyliśmy z powrotem do Polski. Chcąc jednak coś jeszcze uszczknąć z długiego weekendu, który trochę nam nie wyszedł, postanowiliśmy zatrzymać się w czeskim Ołomuńcu, który znajdował się po drodze, a o którym jeden z naszych znajomych wypowiadał się bardzo pozytywnie. I miał dużo racji, gdyż Ołomuniec powinien stać się jednym z Waszych obowiązkowych przystanków na drodze do Polski.

Nie liczcie w nim na nie wiadomo jakie atrakcje. To małe i ciche miasto. Jadąc do centrum, spotkaliśmy parę aut na krzyż i nie mieliśmy problemu ze znalezieniem wolnego miejsca do zaparkowania, a była niedziela i pogoda dopisywała. Ludzi spacerujących po starówce również było niewiele, ale dzięki temu mogliśmy bardziej skupić się na tym, co widzimy dookoła siebie, aniżeli na przeciskaniu się przez tłum. A jest co oglądać.

Ołomuniec to przede wszystkim uczta dla miłośników architektury barokowej i renesansowej. W rynku znajduje się imponująca kolumna Trójcy Przenajświętszej, wpisana na listę UNESCO. Ja natomiast zachęcam Was do spaceru po śródmieściu, gdzie możecie zobaczyć pięknymi kamienicami. Do ich odnowienia przyłożono dużą wagę i widać to gołym okiem.

Spędziliśmy w Ołomuńcu zaledwie kilka godzin, ale myślę, że kiedyś jeszcze do niego pojadę, bo to, co udało mi się zobaczyć zrobiło bardzo pozytywne wrażenie, a wiem, że nie zobaczyłam wszystkiego. Klikajcie w poniższy przycisk, żeby przejść do zdjęć. Mam nadzieję, że się Wam spodobają.

xxx / U.

Czytaj dalej…

Podróże

Bratysława – miasto zatrzymane w czasie

bratysława

– Nie wiem, po co w ogóle chcieliście tutaj przyjechać

– powiedział nasz znajomy, gdy wysiedliśmy z samochodów. – Tutaj nie ma zupełnie nic do zobaczenia. Jest tyle różnych miast, do których można pojechać, ale nie tu!

Wiem, co sobie pomyśleliście, ale wierzcie mi – znajomy ten nie jest malkontentem. Sporo czasu spędził w stolicy Słowacji, dlatego też zdecydowaliśmy się, że właśnie to miasto będzie naszą destynacją w coroczny sierpniowy grupowy wypad. Wiecie, coś jakby darmowy przewodnik (hehe). Pokiwaliśmy więc głowami, myśląc, że wcale nie będzie tak źle, jak to przedstawia, a Bratysława nas zauroczy i okaże się jednym z najpiękniejszych miejsc, jakie widzieliśmy na oczy. Do Polski zaś wrócimy opiewając uroki tego miasta i każdy, ale to każdy będzie nam zazdrościł tak udanego długiego weekendu.

No. Tak.

Czytaj dalej…

Podróże

Włoska robota, portowe klimaty i dużo słońca, czyli pocztówka z Sardynii

pocztówka z Sardynii

Hej, kochani! Dzisiaj nie będę się rozwodzić, bo nie lubię pisać i/lub mówić, kiedy nie mam nic do powiedzenia. Niech więcej za mnie powiedzą zdjęcia, którymi się chcę dzisiaj z Wami podzielić. Jest trochę włoskiego klimatu, niebieskie niebo, dużo słońca… no i ja na kilku zdjęciach. Mam nadzieję, że cały zestaw choć odrobinę umili Wam niedzielny relaks.

Poprzednie dwa wpisy z Sardynii możecie zobaczyć tu i tu.

PSST! W najbliższych tygodniach na blogu pojawią się wpisy, do których przymierzam się od długiego czasu, ale nigdy nie potrafiłam ugryźć. Stay tuned! Ci z Was, którzy oprócz oglądania lubią coś poczytać, będą mieli coś dla siebie.

Ściskam mocno! / U.

Czytaj dalej…

Podróże

Sardynia – wspomnienia, które się zatarły

sardynia

I jak, udało się Wam zgadnąć miejsce, z którego pochodzą zdjęcia z poprzedniego wpisu? Tak, była nim Sardynia. Wybraliśmy się tam kiedyś i dopiero teraz miałam okazję przyjrzenia się zdjęciom, które stamtąd przywieźliśmy.

To były krótkie, bo zaledwie tygodniowe wakacje. Po prawdzie, odkąd zaczęłam pracować na etacie, nigdy jeszcze nie wzięłam dwóch tygodni urlopu, więc już przywykłam do resetu w tempie express. Tamte wakacje jednak praktycznie nie zapadły mi w pamięć – przez pierwsze 3 dni mój organizm zrzucał z siebie nagromadzony przez parę wcześniejszych miesięcy stres (a trochę go wtedy było), a gdy wreszcie załapałam, że jestem na urlopie, nadszedł czas powrotu.

To, co zapadło mi w pamieć to z pewnością morze – ciepłe i płytkie. Aby porządnie popływać, trzeba było brodzić ok. 30 metrów w wodzie po kolana. Choć nie przepadam za kąpielami w morzu, byłam zachwycona! Drugą rzeczą godną odnotowania były tony owoców morza, którymi – będąc niepoprawną amatorką frutti di mare – zajadałam się w nieskończoność. Pierwszy raz smakowałam prawdziwe kalmary (i wcale nie przypominają one tego, co można znaleźć na półkach w Polsce). Odważyłam się również zjeść mięso z białego rekina i jakkolwiek mentalnie czułam się z tym źle, tak mój wewnętrzny smakosz wystawił w górę oba kciuki.

Zdjęcia, które możecie zobaczyć w poprzednim wpisie oraz reszta, którą będą udostępniać, są dla mnie taką samą nowością, jak dla Was, i przyglądałam się im z dużą ciekawością. Mam nadzieję, że i Wam się spodobają, zwłaszcza że wreszcie możecie na nich ujrzeć moją skromną osobę., a to dzięki pewnemu jegomościowi, który z miłości do mnie stara się zgłębić tajniki fotografii. I jestem mu za to niezmiernie wdzięczna.

Ściskam! / U.

Czytaj dalej…

Pamiętnik, Podróże

Letnie wspomnienia

letnie wspomnienia

Już jakiś czas temu tegoroczne lato dobiegło półmetka i – choć jeszcze tego nie do końca odczuwamy – powoli zaczyna wchodzić na ostatnią prostą. Dni stają się coraz krótsze i teraz tego nie odczuwamy, jednakże w pewnym momencie zorientujemy się ze zdumieniem, że ciepłe letnie wieczory stały się nocami, nieuchronnie zapowiadając jesień. Być może odbieracie te słowa jako przejaw fatalizmu, ale skądże znowu! – darzę lato sympatią, ale jestem dzieckiem jesieni i lubię tę porę roku równie mocno. Mimo to szkoda mi, że ta słoneczna pora roku niedługo odejdzie w niepamięć, bo odnoszę wrażenie, że w tym roku nie dała nam się w pełni sobą nacieszyć.

Przynajmniej ostatni tydzień dał nam popalić (dosłownie, bo pogoda sprzyjała grillowaniu), ale chyba właśnie dla równowagi dzisiejszy poranek okazał się być chłodny i mokry. W takie dni chętnie wracam myślami do wypraw w miejsca pełne nasyconych barw i światłocieni, morskiej bryzy i nowych smaków. Zabierzecie się ze mną w moje letnie wspomnienia? Będziecie w stanie zgadnąć, gdzie? Serdecznie zapraszam do zdjęć!

A po więcej zdjęć z moich podróży wchodźcie tutaj!

Uściski! / U.

Czytaj dalej…