Fotografia, Polecane

3 powody, dla których warto być amatorem

amatorem

Jak pewnie niejeden pasjonat fotografii, staram się śledzić różne fotograficzne grupy wsparcia w nadziei, że uda mi się w nich zdobyć praktyczne i wartościowe informacje, a może i czasem dać coś od siebie. Gdy do nich dołączyłam, byłam onieśmielona tym, jak dużo spośród forumowiczów fotografią para się zawodowo oraz jak dużą wiedzę i doświadczenie posiadają. Poczułam się jak ostatni żółtodziób, a dodatkowo zdołowało mnie, gdy kilkukrotnie odesłano mnie z kwitkiem i komentarzami typu: „do książek, a nie głupie pytania zadajesz”.

Dla mnie, niepewnej i początkującej osoby, która bardzo chciała dowiedzieć czegoś więcej od doświadczonych profesjonalistów, był to duży cios. Bo co to za branża, gdzie zawodowcy mieszają z błotem tych początkujących? Utrwaliło mi się, że nigdy nie będę dobra, bo mam bezlusterkowca i to m4/3, pogiętą blendę, a w moim statywie jedna nóżka się obsuwa.

Uciekłam stamtąd i szukając swojego miejsca na fotograficznych forach trafiłam na grupę pasjonatów mojego systemu fotograficznego, gdzie nikt nie przywitał mnie hejtem, a na palcach jednej ręki można było znaleźć osobę, która fotografią para się zawodowo. Dzięki tej grupie zrozumiałam, że bycie amatorem to nie powód do wstydu, a w wielu przypadkach od fotografów zawodowych różni nas tylko to, że na zdjęciach nie zarabiamy. Odzyskałam wiarę we własne możliwości, w swój sprzęt, w konstruktywną krytykę, wzajemną wymianę wiedzy i merytoryczne dyskusje. A potem zastanowiłam się, jak dużo jeszcze w świecie jest takich osób jak ja, którym fotograficzni półbogowie podcięli skrzydła, zanim zdołały je w ogóle rozłożyć.

Ten tekst jest dla tych z Was, którym wciąż głupio wyciągać swój sprzęt (o aparat mi chodzi, o czym Wy pomyśleliście…) przy zawodowcach. Bo nie powinno. I tak, oczekuję, że po przeczytaniu go przestaniecie się wstydzić!

Czas to (nie) pieniądz

Dawniej zazdrościłam fotografom tego, że mogą poświęcić się w 100% robieniu zdjęć. Ja na co dzień muszę godzić swoją pasję z pracą i jakoś tak wychodzi, że na tę fotografię z trudem udaje mi się wyłuskać kilka godzin tygodniowo… a taki zawodowiec robi zdjęcia i jeszcze mu za to płacą! Wy też tak myślicie, prawda? A co, jeśli Wam powiem, że on ma tego czasu jeszcze mniej?

Podczas gdy my robimy zdjęcia dla przyjemności, dla zawodowca są one źródłem dochodu, który pozwala spłacić kredyt, kupić jedzenie, opłacić ZUS. Nie ma w nich miejsca na dowolność, czy przypadkowość (a często nawet na przyjemność). Dlatego jeden spędza całe dnie w studio, a drugi w weekendy „robi śluby”, by w tygodniu siedzieć przy komputerze i obrabiać reportaże z weselisk. A może obydwoje chcieliby w tym czasie pojechać w góry i zrobić kilka ujęć krajobrazów? No tak, ale wtedy nie zarabiają…

My, amatorzy, po zrobieniu zdjęć nie musimy na gwałt lecieć do komputera, obrabiać ich i wysyłać do zleceniodawcy. Nie ściga nas deadline, nie wiąże umowa. Zdjęcia robimy wtedy, gdy przyjdzie nam na to ochota i nie wpadamy w panikę, jeśli warunki są inne niż zakładaliśmy. Nie ma spiny, nie ma terminów, jest tylko czysta przyjemność.

Fajnie nam, nie?

Wiedza (nie) dana raz na zawsze

Utarło się, że tylko zawodowi fotografowie mają wiedzę wystarczającą do robienia dobrych zdjęć. Pokończyli studia, akademie, kursy, szkolenia, asystowali swoim mentorom, a Ty co? Książkę Scotta Kelbiy’ego przeczytałeś. I kilka artykułów na fotoblogii. Jeśli w ogóle. Nic nie wiesz, nie odzywaj się. Tylko dlaczego co rusz napotykam fotografa, który myśli, że wiedzę pochłonął z mlekiem matki, a nie namówię go na pracę w świetle zastanym, bo on to potrzebuje trzech lamp i wyzwalacza?

Stara dobra zasada mówi, że wiedza nie jest dana raz na zawsze. Nauka to bowiem proces, który nigdy się nie kończy, a ten kto tak nie uważa, już teraz znajduje się na końcu peletonu. Niestety, wielu zawodowców o tym zapomina, jednak nie przeszkadza im to w umniejszaniu amatorom. Tym samym, którzy swój wolny czas spędzają na ciągłym dokształcaniu się i szlifowaniu warsztatu. A przede wszystkim nie zamykaniu się w jednych ramach.

Znam amatorów fotografii, którzy swoją wiedzą techniczną oraz doświadczeniem w robieniu zdjęć w najróżniejszych miejscach, przy najróżniejszych warunkach, zagięliby niejednego profesjonalistę. Bo możemy – bawić się fotografią, próbować nowych technik i zbierać szerokie doświadczenie. I cóż za szczęście, że jesteśmy w stanie sobie na to pozwolić!

Oj, jak nam fajnie!

Sprzęt to (nie) wszystko

Gdyby tak w trakcie robienia zdjęć mój aparat nagle odmówił posłuszeństwa, to generalnie trochę bym się zmartwiła. Trzymałabym kciuki za to, by karta pamięci nie uległa uszkodzeniu, bo trochę szkoda by było utracić efekty kilku godzin pracy… No, i poszłabym do serwisu, żeby ktoś zerknął, w czym rzecz. Po tygodniu, czy dwóch, klepiąc ctr+c i ctr+v za biurkiem w korpo, otrzymałabym telefon i pan z serwisu oznajmiłby mi, że naprawa aparatu przewyższa jego wartość. Westchnęłabym więc zafrasowana, myśląc o tym, jakby tu sprzedać go na części i kupić nowy, a w międzyczasie posiłkowałabym się aparatem w smartfonie.

A teraz wyobraź sobie, że od aparatu zależy, czy będziesz miał co do garnka włożyć. Słabo, nie?

Amator nie jest zależny od sprzętu, i to nie tylko od tego, czy działa. Nie musi także kupować tego, co „wymagane” w branży. Ma wybór. Jeśli nie chce taszczyć 5 kilo na plecach, inwestuje w lżejszy system. Nikt nie ma prawa mu nic zarzucić, bo to jego własna decyzja i za ewentualne pomyłki odpowie tylko przed samym sobą. (Albo przed małżonkiem…) Ale bycie amatorem wcale nie obliguje do posiadania tylko amatorskiego sprzętu. Znam takich, których sprzęt sprawia, że szczęka opada. Kilku nawet zadałam pytanie, po co im to, skoro na zdjęciach nie zarabiają. Jeden odpowiedział mi tak:

Niektórzy wydają pieniądze na nurkowanie albo skoki ze spadochronem. Ja – na fotografię.

Jak nam fajnie!

Dopóki brałam do siebie wszelkie przytyki dotyczące sprzętu, jakiego używam oraz komentarze na temat mojej amatorszczyzny, które nic nie wnosiły, moja pewność siebie jako fotografa była na fatalnym poziomie. Traciłam przez to najważniejsze – przyjemność z robienia zdjęć. Uświadomienie sobie tego, że mam prawo do błędów, wyciągania z nich wniosków i faktu, że mogę sobie na to pozwolić, podziałała na mnie oczyszczająco, jak letni deszcz w upalny dzień. Wreszcie mogłam odetchnąć pełną piersią i na nowo zaczęłam cieszyć się swoimi fotografiami. Jakkolwiek byłyby one nieidealne. Bo najważniejsze dla mnie jest to, że w ogóle dane mi było je zrobić.

I tego luzu życzę również Wam, drodzy amatorzy!

PSST! Jeśli znasz kogoś, kto powinien przeczytać ten post, a nie wie o jego istnieniu – będzie mi bardzo miło, jak prześlesz go dalej.

Ściskam mocno! /U.

You Might Also Like

  • Narwany 16 września 2017 at 19:25

    Znam osobiście paru fotografów. Jedni są amatorami a inni profesjonalistami. Wspólną cechą jednych i drugich jest to, ze tak jak piszesz fotografia to całe ich życie.

    • Not So Ashy 19 września 2017 at 12:44

      Dokładnie. Najważniejsze to znaleźć w życiu pasję, która cieszy i daje satysfakcję. W takich sytuacjach ewentualne pieniądze zarabiane na tej pasji to tylko pozytywny efekt uboczny. 😉

  • katarzynatuitam 30 września 2017 at 10:20

    Wiesz co, właśnie ja mam wiecznie takie same odczucia: zawodowcy bardzo często potrafią podciąć skrzydła, że nie taki sprzęt, że nie taki monitor, że nie taki obiektyw, że nie takie wszystko. Ja sama miewam chwile, kiedy serio wątpię w to co robię, bo nie dysponuję właściwie żadnym profesjonalnym sprzętem. Nie używam photoshopa, tylko innego (darmowego) programu, nie mam najlepszego aparatu, nawet blendy nie posiadam 😉 Wiadomo, że w pewnych warunkach oświetleniowych jestem z takim sprzętem nieco ograniczona, ale bawię się tym. Fotografia to nie jest mój zawód, chociaż nie raz mi przemknęło przez myśl, żeby nim była, ale czy nie jest tak, że wtedy, tak jak poniekąd mówisz, traci się sporo z frajdy samego fotografowania? Chociaż nie mówię, że bycie zawodowym fotografem jest złe 😉

    • Ula 1 października 2017 at 14:12

      Mam dokładnie tak samo. Dodatkowo, odnoszę wrażenie, ze wielu profesjonalistów nie pojmuje faktu, ze bycie amatorem wcale nie równa się z robieniem „amatorszczyzny”. Sama wciąż łapię się na tym, że w swoich fotografiach doszukuję się minusów, bo ktoś kiedyś skrytykował moje zdjęcia i wzięłam to sobie zbyt mocno do serca. Dlatego też ten post był dla mnie swoistym coachingiem i mam nadzieję, że dla innych amatorów również będzie. 😉
      Jeśli zaś chodzi o profesjonalizację – i komercjalizację – to powiem Ci, że od czasu do czasu myślę nad tym, czy tego nie zrobić, ale… coś mnie ciągle od tego odwodzi. Nie obraziłabym się, gdyby moje zdjęcia były jedną ze składowych tego, czym zarabiam na życie, ale chyba nie chciałabym być od nich w 100% zależna…
      Dziękuję Ci bardzo za komentarz i serdecznie pozdrawiam! 🙂

  • Kamila z Gawry Stefana 30 września 2017 at 18:53

    Dobrze być amatorem 🙂 I dotyczy to nie tylko fotografii, ale wszelkich dziedzin kreatywnych. Przemawia do mnie zwłaszcza pierwszy powód. Zarabianie na pasji kusi, ale z drugiej strony, gdy pasja staje się pracą, trzeba znaleźć inną odskocznię.

    • Ula 1 października 2017 at 14:20

      Dokładnie! A czasem wręcz trudno znaleźć odskocznię, która da nam równie dużą satysfakcję i co wtedy… 🙂

  • OneWay2Freedom 4 października 2017 at 04:47

    Bycie amatorem pozwala próbować i nie zamyka np na jedną dziedzinę lub monotematykę.

  • kasik 5 października 2017 at 12:26

    Cześć, dzięki za ten wpis w pełni się z tobą zgadzam. Też mam bezlusterkowca i zdjęcia robię dla przyjemności, nie planuję w przyszłości zajmować fotografią zawodowo, ale chcę robić zdjęcia które będą ładnie wyglądać w rodzinnym albumie. Wybrałam bezlusterkowca, bo jak targam za dzieckiem na spacerze różne gadżety to nie chcę jeszcze nosić torby z dwukilogramowym aparatem. Też przeszłam przez chwile zwątpienia, w tej chwili przechodzę z ustawień automatycznych na manualne i zaczynam dopiero dostrzegać ich możliwości. Czerpię radość z samego rozwoju, który widzę po zdjęciach jakie wykonuję. Polecam portal ekologia.pl gdzie można wrzucać zdjęcia przyrody i krajobrazy, pooglądać prace innych, nie spotkałam się tam z hejtem http://spolecznosc.ekologia.pl/zdjecie-miesiaca

    • Ula 6 października 2017 at 10:06

      Ta mała waga to właśnie największa zaleta bezlusterkowców. Nie wyobrażam sobie targach lustrzanki i trzech obiektywów gdzieś w góry. A przy dzieciach również sprawdza się znakomicie.
      Życzę Ci powodzenia w dalszym rozwoju fotograficznym i ciesz się tym jak najdłużej możesz, bo ten rozwój to najfajniejszy etap. Przynajmniej w mojej ocenie. 😉
      Serdecznie pozdrawiam!

  • Monika 5 października 2017 at 19:10

    Nie wierz tym, którzy mówią, że bezlusterkowcem nie da się zrobić dobrych zdjęć . Nie przejmuj się też tymi, którzy będą Ci wmawiać, że nigdy nie będziesz dobra w fotografii, bo… (tu możesz wstawić tysiąc różnych powodów tak mało merytorycznych, że nie warto w ogóle się nimi przejmować). Kilka lat temu, kiedy dopiero poznawałam tajniki sprzętu i zasad kompozycji trafiłam na forum takich „znawców”. Uciekłam stamtąd tak szybko, jak szybko się zalogowałam. Tylko jeden, znany i ceniony w świecie fotografii bardzo mądry człowiek, na przykładzie swoich zdjęć wyjaśnił mi krok po kroku wszystkie wątpliwości, jakie mi się wtedy nasuwały. Do dziś jestem mu wdzięczna.
    Masz rację, że przechodząc na zawodową stronę fotograficznej mocy, ma się tak naprawdę mniej czasu na swoje własne eksperymenty. Odkąd założyłam własną firmę, więcej czasu spędzam na dokształcaniu się w kwestiach marketingu, prowadzenia działalności, a fotografia w tym wszystkim zajmuje niewielką cząstkę. Na swoje własne projekty nie starcza już czasu.
    Co do sprzętu i jego wykorzystania: najlepsze zdjęcia zrobiłam aparatami, które niektórzy traktują w kategoriach zabawek (Olympus E-PL3 i E-PL5). Z jednego obiektywu (45mm 1.8f) starałam się wyciskać tyle, ile się da, tworząc nim portrety, makro, a nawet krajobrazy. Jak się chce, to się da :).
    Zazdroszczę Ci tej fotograficznej świeżości. Radości z poznawania sprzętu i z odkrywania nowych pokładów kreatywności. To najpiękniejszy czas, jaki jest dany fotoamatorowi. Dobrze, że potrafisz to docenić. Życzę mnóstwa pięknych ujęć i łapania codzienności bez stresu i oglądania się na innych :).

    • Ula 6 października 2017 at 10:02

      Piękny komentarz i zgadzam się z nim w 100%. A Olek 45mm to rewelacyjny obiektyw i można nim zrobić cuda. 👌
      Życzę Ci również powodzenia w marketingu i promocji – wiem, że to ciężkie i trzeba to lubić, ale efekty ogromnie cieszą 😉
      Pozdrawiam serdecznie!

  • Namysłowska 3 6 października 2017 at 08:49

    Kocham Cię za ten artykuł 🙂

    • Ula 6 października 2017 at 09:59

      ❤❤❤

  • Patrycja - Subiektywnie o fotografii 6 października 2017 at 12:26

    Napisane w punkt! Ja właśnie jestem na etapie fotografa amatora i wiesz co? Mam PRZEOGROMNĄ frajdę z robienia zdjęć 🙂

    Swoją drogą też przez chwile przechodziłam przez etap forów, na których wypowiadali się profesjonalni fotografowie (jeden był mądrzejszy od drugiego). Szybko z takich forów uciekłam. Bo po co mi to?

    Wspomniałaś, że znalazłaś grupę pasjonatów. Proszę, podeślij link do niej. Chętnie skorzystam.

    BTW. Podsyłam link do mojego artykułu Co wkurza początkującego fotografa: Napisane w punkt! Ja właśnie jestem na etapie fotografa amatora i wiesz co? Mam PRZEOGROMNĄ frajdę z robienia zdjęć 🙂

    Swoją drogą też przez chwile przechodziłam przez etap forów, na których wypowiadali się profesjonalni fotografowie (jeden był mądrzejszy od drugiego). Szybko z takich forów uciekłam. Bo po co mi to?

    Wspomniałaś, że znalazłaś grupę pasjonatów. Proszę, podeślij link do niej. Chętnie skorzystam.

    BTW. Podsyłam link do mojego artykułu Co wkurza początkującego fotografa: Napisane w punkt! Ja właśnie jestem na etapie fotografa amatora i wiesz co? Mam PRZEOGROMNĄ frajdę z robienia zdjęć 🙂

    Swoją drogą też przez chwile przechodziłam przez etap forów, na których wypowiadali się profesjonalni fotografowie (jeden był mądrzejszy od drugiego). Szybko z takich forów uciekłam. Bo po co mi to?

    Wspomniałaś, że znalazłaś grupę pasjonatów. Proszę, podeślij link do niej. Chętnie skorzystam.

    BTW. Podsyłam link do mojego artykułu Co wkurza początkującego fotografa: http://patrycjaiwaszkiewiczfoto.blogspot.com/2017/05/poczatkujacy-fotograf-co-mnie-wkurza.html Zgadzasz się z nim? Jeśli jest to niedozwolona reklama, proszę usunąć link.

    • Ula 7 października 2017 at 14:42

      Cieszę się, że wpis przypadł Ci di gustu. 😊 Jeśli chodzi o grupę, ja najczęściej wpadam na Mikro4/3 Polska. Fajnie ludzie tam siedzą i można wiele się dowiedzieć, ale ostrzegam – tylko i systemach Panasonic i Olympus.
      Jeśli chodzi o posty, nie toleruje komentarzy w stylu „zapraszam do mnie na…”, ale nie usuwam niczego, co nawiązuje do tematu poszczególnych wpisów, bo to poszerza dyskusję. Więc Twój link jest bezpieczny 😉 serdecznie pozdrawiam!