Lifestyle, Pamiętnik

Jesień – moja ulubiona pora roku

9 października 2017

Wiele razy wspominałam Wam już, że jak przystało na październikową dziewczynę, jesień to mój swoisty must have. Niezależnie od tego, czy świeci słońce i cały świat mieni się feerią żółtych, pomarańczowych, czerwonych i brązowych barw, czy leje jak z cebra, aż człowiekowi nie chce się wyściubiać nosa z domu, jesień to dla mnie czas wieczorów z ciepłym kocem z merynosa (jest ze mną często na instagramie), grzańca z białego wina i powrotu ulubionych seriali. Deszcz i wiatr za oknem rozgrzeszają mnie z oglądania moich guilty pleasures i usprawiedliwiają brak chęci do wychodzenia wieczorami na miasto.

Ale jesień to dla mnie także czas spędzony na świeżym powietrzu (o ile pomiary smogu nie są zbyt wysokie) i spacery, w trakcie których człowiek wreszcie nie poci się i nie męczy od ukropu.

Tak, zdecydowanie ją uwielbiam.

Zapraszam Was więc dziś na krótki spacer po lesie do zdjęć, zwłaszcza że chyba dawno nie było tu tak dużej dawki fotografii.


PSST! Nie zapomnij, że jestem również na instagramie i facebooku. Będzie mi bardzo miło, jeśli dasz like’a lub mnie zaobserwujesz.

Ściskam! / U.

Czytaj dalej…

Pamiętnik

Jak to jest być zodiakalną Wagą?

5 października 2017
waga

Hej, kochani! Dziś pozwolę sobie na jeszcze jeden post w klimacie urodzinowym, bo ma się je w końcu raz w roku, toteż świętować można przez kilka dni (a co!). Zniesiecie to? Mam nadzieję. I liczę, że zaakceptujecie fakt, że temat dzisiejszego wpisu będzie radykalnie odbiegał od tych, które poruszałam do tej pory, bo dziś nie będzie o fotografii, a o… astrologii! Konkretniej o znaku zodiaku. Jedynym w swoim rodzaju. Wyjątkowym. W każdym znaczeniu tego słowa.

No jasne, że o Wadze. W końcu spod tego znaku jestem.

Generalnie nie przywiązuję zbyt dużego znaczenia do żadnych astrologicznych dyrdymałów. Nie czytam horoskopów (i tym bardziej w nie wierzę). Lubię jednak obserwować ludzi i z tych obserwacji wywnioskowałam, że w tych astrologicznych gadaniach coś jednak jest. Dostrzegłam bowiem duże podobieństwa pomiędzy ludźmi urodzonymi pod tym samym znakiem zodiaku, a moje towarzyskie doświadczenia utwierdziły mnie w przekonaniu, że zodiakalne Wagi są trochę specyficzne i nierzadko nie do końca rozumiane lub odbierane opacznie przez otoczenie.

Jeśli więc jesteście zmuszeni (hehe) żyć lub obcować z zodiakalną Wagą, ten post jest dla Was.


Ten wpis jest sumą moich doświadczeń i obserwacji. Jeśli się z nim nie zgadzacie, to chętnie zobaczę Wasz punkt widzenia. Dlatego nie wahajcie się komentować i pozostawić swojej opinii!

Czytaj dalej…

Pamiętnik

October Girl

2 października 2017
październik

Październik nadszedł. Miesiąc niezmiennie dla mnie wyjątkowy, bo sam jego początek przychodzi do mnie z nowym rokiem życia w prezencie. Powinnam go nienawidzić, zwłaszcza w tym wieku, gdy urodzin nie świętuje się już z takim entuzjazmem… a pomimo tego lubię ten cholerny październik. Jest on dla mnie tym, czym dla innych styczeń – czasem robienia planów na nadchodzący rok życia (a przynajmniej na ostatnie 3 miesiące roku kalendarzowego) i ich notorycznego (nie)dotrzymywania.


Ten wpis będzie wpisem osobistym, bo to mój blog i mam do tego prawo. 😉

Gdy miałam lat 20, czy 22, każde kolejne urodziny były powodem do hucznego świętowania, kiedy nie mogłam doczekać się prezentów (oczywiście), życzeń słanych od bliższych i dalszych, a uśmiech nie znikał mi z twarzy. Byłam młoda i tak się czułam, a upływ czasu nie dawał się tak we znaki. Tak mijał rok za rokiem, aż jakoś niezauważenie stuknęło mi 26, potem 27 lat i coś we mnie drgnęło. Gdzie i kiedy one minęły i dlaczego tak szybko?

Czytaj dalej…

Fotografia, Fotografia w blogosferze, Lifestyle

Make Photography Easier – recenzja książki

28 września 2017
make photography easier

Kilka tygodni temu środowisko blogowe zelektryzowała wiadomość, że Kasia Tusk, autorka bloga Make Life Easier, planuje wydanie nowej książki. Najnowsza pozycja nie miała nawiązywać do Elementarza stylu, który odniósł sukces sprzedażowy, lecz do kolejnej wielkiej miłości blogerki – fotografii. Make Photography Easier spotkała się z natychmiastową krytyką, choć książka nawet jeszcze nie trafiła do druku (!), a wiele osób z branży odmawiało autorce prawa do wiedzy na temat tej dziedziny. Promujące książkę w pierwszych chwilach zdanie: „Trzeba wybrać miejsce, pomyśleć nad ujęciem i nacisnąć spust migawki”, choć niefortunne, nie wpłynęło jednak negatywnie na atmosferę oczekiwania na dzień premiery.

Styl zdjęć Kasi Tusk i jego fenomen zawsze mnie fascynowały. Fotografie te są bowiem pozornie zwyczajnymi kadrami dnia codziennego. (Świadomie pomijam zdjęcia stylizacji, ponieważ to nie ona staje wówczas za obiektywem). Wydają się one niemalże nietknięte postprodukcją (choć wprawne oko zauważy wcale niemałą obróbkę) i mają w sobie coś magnetycznego. Nostalgicznego. Powolnego. Ujęcia te to slow life w dobrym tego słowa znaczeniu. I być może chodzi o to, że zdjęcia robione przez Kasię są namacalne. Wydaje się, że każdy z nas jest w stanie takie zrobić, choć w rzeczywistości fotografia lifestyle’owa to jeden z najtrudniejszych tematów i by osiągnąć w nim wysoki poziom trzeba ogromu pracy i talentu.

Z tego, co zrozumiałam, Make Photography Easier miała być swoistym kompendium zawierającym odpowiedzi na najczęściej zadawane w komentarzach na blogu Kasi pytanie: jak robić takie zdjęcia? Zakupiłam ją, znudzona kolejnymi książkami, które po raz wtóry traktowały o zagadnieniach technicznych. Potrzebowałam podpowiedzi, jak skomponować właśnie proste lifestyle’owe kadry, które moich odbiorców złapałyby za serce. Miałam więc dość duże oczekiwania względem tej pozycji. Czy udało się jej je spełnić? O tym przeczytacie klikając dalej.

Czytaj dalej…

Pamiętnik, Wyrwane z kontekstu

Wyrwane z kontekstu #3

25 września 2017
kadry z życia #3

Jesień zaskoczyła nas w tym roku wcześniej, niż zakładaliśmy. Przyszła na początku września, nie subtelnie, z delikatnie złocącymi i czerwieniącymi się drzewami. Wpadła z hukiem wiatru, szumem deszczu i niską temperaturą oraz ciemnym ołowianym niebem. Zmusiła nas do schronienia się pod dachem i nieprzerwanie przypomina, że lato wymknęło się chyłkiem z imprezy, a beztroskie dni w cieple słońca możemy zaliczyć do rzewnych wspomnień. Przynajmniej dzieciom nie żal, że wakacje się skończyły.


Ten wpis jest częścią cyklu Kadry z życia. Więcej odsłon znajdziesz tutaj.

Ale czy nam dorosłym powinno być przykro? A skąd! Uśmiechnijmy się, bo oto zaczął się czas, który wykorzystać można na spędzanie wieczorów pod ciepłym kocem z grzańcem w ręku i dobrą książką na kolanach, tudzież – tak jak ja – na nadrabianiu zaległości towarzyskich. W końcu bowiem wszyscy zjechali po wakacjach do domów i można spotkać się z ludźmi, jak na przyzwoitego człowieka przystało. Tak, tak. Ja tę pubową pogodę uwielbiam.

To co? Wchodzicie ze mną w jesień? Zapraszam do zdjęć!

Ściskam! / U.

Czytaj dalej…

Fotografia

Fotomomenty zamknięte w książce x Saal Digital

21 września 2017
saal digital

Całkiem niedawno miałam przyjemność testować fotozeszyt od Saal Digital, o którym opinię możecie przeczytać tutaj. Ku mojej radości, otrzymałam od firmy pozytywny feedback oraz zachętę do skorzystania z możliwości przetestowania również najbardziej popularnego produktu – fotoksiążki. Z przyjemnością więc z niej skorzystałam, zwłaszcza że i tak nosiłam się z zamiarem wydrukowania kilku fotografii, z których jestem najbardziej dumna.

Na wstępie musicie wiedzieć, że nie traktuję tych testów jako możliwości darmowego druknięcia swoich fotografii. To jest tylko ubocznym benefitem. Staram się podejść do tego jak najpoważniej i jak najbardziej profesjonalnie. Ta recenzja dotyczy więc fotoksiążki 28-stronnicowej, o wymiarach 15×21 cm, w twardej oprawie bez watowania. Tym razem wybrałam nie papier matowy, choć ogromnie przypadł mi do gustu, a błyszczący, żeby jak najbardziej wiarygodnie ocenić możliwości personalizacji książek oferowane przez Saal Digital.

Jesteście ciekawi, jak prezentuje się starsza siostra fotozeszytu? Klikajcie dalej!

Czytaj dalej…

Pamiętnik, Wyrwane z kontekstu

Wyrwane z kontekstu #2 – zimowe wspomnienia

14 września 2017
kadry z życia

Hej, kochani! Jak już pewnie zdążyliście zauważyć, ostatnie dwa posty zawierały mało zdjęć. Ogarnęło mnie natchnienie literackie i poczułam ogromną chęć zainspirowania Was do robienia zdjęć nie w formie wizualnej, a słownej. Tym sposobem powstało kilka dłuższych tekstów:

3 powody, dla których warto być amatorem

Recenzja fotozeszytu od Saal Digital

Słówno o fotografii mobilnej

6 kroków do lepszych zdjęć

Serdecznie zapraszam do ich przeczytania!

Dzisiejszy wpis fotograficzny może Was trochę zaskoczyć. Zaraz, zaraz, jeszcze nawet jesień nie przyszła, a Popielata nam tu zimowe pejzaże wrzuca? Hello? Doskonale rozumiem Wasze zdumienie i spieszę z wyjaśnieniami.

Część z was może o tym wiem, część może nie wiedzieć, że czwartki w social mediach to tak zwane #throwbackthursdays, czyli „wspomnieniowe czwartki” To jeden dzień w tygodniu przeznaczony na publikowanie zdjęć i wspomnień z przeszłości. Lubię wspominać (i wciąż pracuję nad tym, by wspominać tylko dobre chwile), więc zazwyczaj w te dni z lubością odgrzewam jakieś przebłyski z zamierzchłych czasów. W tym tygodniu wygrzebałam swój ostatni wypad do Doliny Kościeliskiej. Pamiętam, jakby to było wczoraj – dosyć ciepło (zaledwie -10 st. C), śnieg po pas, prawie bez ludzi… i ta cisza, przerywana sporadycznie przez dzwonki sań. I wiecie co, aż zatęskniłam za zimą, śniegiem i Bożym Narodzeniem.

To co, sprawdzamy, czy Wy też zatęsknicie?

Uściski! / U.

Ten post jest częścią cyklu „Kadry z życia”. Więcej wpisów zobaczysz tutaj.

Czytaj dalej…

Fotografia, Polecane

3 powody, dla których warto być amatorem

11 września 2017
amatorem

Jak pewnie niejeden pasjonat fotografii, staram się śledzić różne fotograficzne grupy wsparcia w nadziei, że uda mi się w nich zdobyć praktyczne i wartościowe informacje, a może i czasem dać coś od siebie. Gdy do nich dołączyłam, byłam onieśmielona tym, jak dużo spośród forumowiczów fotografią para się zawodowo oraz jak dużą wiedzę i doświadczenie posiadają. Poczułam się jak ostatni żółtodziób, a dodatkowo zdołowało mnie, gdy kilkukrotnie odesłano mnie z kwitkiem i komentarzami typu: „do książek, a nie głupie pytania zadajesz”.

Dla mnie, niepewnej i początkującej osoby, która bardzo chciała dowiedzieć czegoś więcej od doświadczonych profesjonalistów, był to duży cios. Bo co to za branża, gdzie zawodowcy mieszają z błotem tych początkujących? Utrwaliło mi się, że nigdy nie będę dobra, bo mam bezlusterkowca i to m4/3, pogiętą blendę, a w moim statywie jedna nóżka się obsuwa.

Uciekłam stamtąd i szukając swojego miejsca na fotograficznych forach trafiłam na grupę pasjonatów mojego systemu fotograficznego, gdzie nikt nie przywitał mnie hejtem, a na palcach jednej ręki można było znaleźć osobę, która fotografią para się zawodowo. Dzięki tej grupie zrozumiałam, że bycie amatorem to nie powód do wstydu, a w wielu przypadkach od fotografów zawodowych różni nas tylko to, że na zdjęciach nie zarabiamy. Odzyskałam wiarę we własne możliwości, w swój sprzęt, w konstruktywną krytykę, wzajemną wymianę wiedzy i merytoryczne dyskusje. A potem zastanowiłam się, jak dużo jeszcze w świecie jest takich osób jak ja, którym fotograficzni półbogowie podcięli skrzydła, zanim zdołały je w ogóle rozłożyć.

Ten tekst jest dla tych z Was, którym wciąż głupio wyciągać swój sprzęt (o aparat mi chodzi, o czym Wy pomyśleliście…) przy zawodowcach. Bo nie powinno. I tak, oczekuję, że po przeczytaniu go przestaniecie się wstydzić!

Czytaj dalej…

Fotografia

Nie daj wspomnieniom zniknąć x Saal Digital

7 września 2017
saal digital

Zdjęcia. Lubicie je robić, prawda? Fajnie jest podzielić się ze znajomymi relacją z miejsca, z którego akurat wróciliśmy. Albo z ważnego wydarzenia. Dziwnym trafem jednak ci ludzie, którzy zdjęć robić nie umieją, dzielą się nimi nad wyraz chętnie, a tych znajomych, o których wiem, że zdjęcia robią fantastyczne – nie mogę się o nie doprosić. A, no i zgadnijcie, do której grupy ja należę?

Zawsze popełniałam podstawowy błąd – wracałam z wyjazdu i moja aktywność względem zrobionych zdjęć sprowadzała się do zgrania ich na dysk. Nawet ich nie przeglądałam. Nie jestem osobą, która wieczorami otwiera foldery na laptopie i nostalgicznie wspomina (nierzadko piękne) chwile. To, co trafia na mój komputer, do tej pory trafiało w czarną otchłań dysku, czekając, aż może kiedyś sobie o nim przypomnę. Założenie bloga było dla mnie zbawieniem. Od tej pory znacznie więcej uwagi przykładałam do tego, co zgrywam na komputer i co oraz ile mogę ze zdjęć wyciągnąć. Wciąż jednak ginęły one – już nie na dysku komputera, a w archiwum bloga. Jeśli myślicie, że otwieram sobie niektóre najstarsze posty, żeby rzewnie powspominać wyjazdy, to wierzcie mi – zrobiłabym to wyłącznie po to, żeby się potorturować swoimi wypocinami.

Dopiero moment, gdy otrzymałam plik zdjęć ze ślubu (które na komputerze przejrzałam jeden jedyny raz – po to, żeby wybrać z nich coś  do wydruku), uświadomił mi, że jeśli zdjęć nie będę miała w formie drukowanej, to nigdy do nich nie wrócę. I nagle zapragnęłam zrobić fotoksiążkę z podróży poślubnej! Tu i teraz! Tylko gdzie ja znajdę jakąś firmę, skoro nigdy tego nie robiłam? I jak się taką książkę w ogóle robi?

I tu spadła mi z nieba firma Saal Digital, która ofertą promocyjną swoich fotoksiażek przekonała mnie do skorzystania ze swojej oferty.

Czytaj dalej…